Ekipa jest, ekipy nie ma…

17 Sierpień 2009, autor: Robert Balicki

Dostaję w ostatnim czasie wiele maili z zapytaniem, czy jestem w stanie pomóc dokończyć remont lub wykończenie wnętrz. Klienci mówią wprost o problemie – zatrudniona ekipa opuściła miejsce robót.

Cóż, takie rzeczy miały, mają i będą mieć miejsce zawsze. Dlaczego?

Istnieje kilka powodów. Mimo, iż w dzisiejszych czasach rynek weryfikuje na bieżąco wszelkich niedzielnych “fahofcuf”, to tacy jednak nadal się zdarzają. Ich idea jest prosta. Nie prowadząc działalności gospodarczej nie płacą podatków, ZUS-u, auto “firmowe” to najczęściej rozpadający się rzęch, a przykładowa wiertarka jest tak wyeksploatowana, że przy założeniu wiercenia otworu Ø 6 mm – wychodzi Ø 10. Na dodatek cena usługi, którą proponują /zazwyczaj wyraźnie zaniżona/ odgrywa w oczach zleceniodawcy pierwszorzędną rolę. 

Jest to o tyle zabawne, że wystarczy zejść z ceny o kilka zł na m2, by skusić klienta, dla ktorego wyznacznikiem jest w tym momencie gładź za 14, a nie za 16,18 czy 20 zł. Biorąc pod uwagę kilkanaście prac do wykonania po obniżonej cenie, sumaryczna oszczędność na remoncie mieszkania to zazwyczaj kwota kilkuset zł. Czy warto?

Klient się cieszy, bo uważa, że znalazł super ekipę za pół-darmo. Ekipa się cieszy bo jest robota. I wszyscy są zadowoleni :)

Po kilku dniach klient widzi jakość prac, a ekipa ogrom robót za marne grosze i zaczyna się sytuacja w której jeden naciska, a drugiemu coraz mniej zależy. W efekcie prace idą na “byle szybciej i odwal się”. Co ciekawe, klient bardzo często nie zdaje sobie z tego sprawy. Gdy zaczyna sobie zdawać i zwracać uwagę - obrażeni “fahofcy” rzucają robotę, bo “nie dość, że ma tanio, to jeszcze się czepia“.

To tylko jeden z przykładów, których słyszałem już całe mnóstwo. Tak więc niektórzy świadomie robią sobie “kuku” już na samym początku wybierając najtańszą ekipę.

Oczywiście bywa i tak, że poważna firma opuszcza klienta. Dzieję się to najczęściej z trzech powodów.

1. Ekipa jest tak “rozchwytywana”, że woda sodowa uderza do głowy – dość nieodpowiedzialna taktyka w dzisiejszych czasach

2. Ekipa dostaje inną, dużo poważniejszą finansowo propozycję - również nieodpowiedzialna taktyka, choć duży pieniążek lub kontrakt to bardzo poważny argument 

3. Klient nie płaci bądź stawia warunki wypłaty sprzeczne z wcześniejszą umową.

I ten właśnie ostatni punkt jest często punktem zapalnym. Poza tym skłamałbym pisząc, że winni są tylko i zawsze wykonawcy. Otóż, nic bardziej błędnego. Prawda jak zwykle leży po środku i bardzo często zleceniodawca sam “kręci sobie sznurek na szyję”. Podstawowa zasada – za dobrze wykonaną pracę należy się terminowa gratyfikacja. W przypadku braku płatności następuje automatyczny brak ciągłości prac, a nierzadko pozostawienie po swym pobycie bardzo drastycznych śladów na ścianach, glazurze i wyposażeniu. Przywrócenie stanu poprzedniego bywa bardzo kosztowne i czasochłonne. Nerwów i stresu też nikt nie zwróci, więc czasem warto się zastanowić nad swoim postępowaniem. Klient nasz Pan – owszem, ale bez przesady ;)

Kategoria: Przygotowania

Zostaw odpowiedź