O mnie

Witam,

nazywam się Robert Balicki i zawodowo zajmuję się remontami i wykończeniami wnętrz mieszkań, domów i lokali użytkowych.

Skąd pomysł na taki blog?

Pamiętam, za młodych lat, pierwszy remont mieszkania, który przeprowadzali moi rodzice. Zaczęło się od luźnych rozmów typu „to trzeba wreszcie wymienić, tam pomalować, tu przerobić i wyrównać” itd. Było wiele pomysłów, rysunków i dyskusji, aż nadszedł czas, gdy do domu zawitał fachowiec, pan Edward, zaproszony telefonicznie na oględziny i wycenę.

Mimo godzin wieczornych, zjawił się w ubraniu roboczym, jakby dopiero co, skończył fuchę u sąsiada i bez zbędnych ceregieli wpakował się w gumiakach do pokoju.

- Edzio jestem – przedstawił się wyciągając rękę do mojego taty i to było wszystko, co miał na początku do powiedzenia. Wyciągnął papierosa zza ucha, trzasnął zapałką i dmuchnął na pokój. Trochę osłupiałem, bo nikt w domu nie palił, ale zaraz wpadło mi do głowy, że przecież to pan Edzio, wolno mu wszystko…

Przez następne kilkanaście minut mówił wyłącznie tata, oprowadzając gościa po mieszkaniu. Wskazywał na wszystko, co było do zrobienia pytając przy tym o możliwości techniczne i delikatnie badając „czy da się zrobić”. Póki co, o wynagrodzeniu nie było mowy.

           Jako dzieciak byłem oczywiście niezmiernie zainteresowany całym tematem, w końcu to jakaś nowość i strasznie byłem ciekaw, co powie pan Edzio. Pan Edzio jednak nie mówił nic, mruczał coś tylko pod nosem i drapał po głowie. Robił przy tym skwaszone miny, cmokał co chwila z dezaprobatą i wtedy dopiero dotarło do mojej małej główki, że remont mieszkania to jednak straszna rzecz, trwająca kilka miesięcy. Na dodatek tata wyda na to masę ciężko zarobionych pieniędzy i z wakacji nad morzem nici.

Potwierdzeniem moich czarnych myśli były słowa pana Edzia, który wreszcie zaczął coś dukać, gdy doszło do konkretów; „panie…eee… wszystko się da…eee… ale kupa roboty… eee… cholera, kupa roboty… eee… tu trza kuć… eee…. tam będzie ciężko… zajmie dużo czasu… eee…”

Pan Edzio w końcu wyraził fachowo wszystkie swoje obawy, zastrzeżenia i komentarze odnośnie stanu mieszkania, które potwierdziły tylko mój najczarniejszy scenariusz; Mieszkaliśmy do tej pory w ruderze, aż dziw, że się nie zawaliło!!!

Dziw, bo do tej pory uważałem, że mieszkanko jest OK, nie różniło się w każdym razie specjalnie od mieszkań moich kolegów z klasy.

W każdym razie obaj panowie się w końcu dogadali i umówili na dzień rozpoczęcia prac. Wynagrodzenie chyba też uzgodnili, bo pan Edzio na pożegnanie podał tacie rękę i po raz pierwszy się uśmiechnął.

Nie będę opisywał tu późniejszych zgrzytów, niemiłych chwil i całego zamieszania związanego z remontem. Powiem tylko, że pan Edzio nie przewidział kilku istotnych niuansów i nie liczył się specjalnie z kilkoma ważnymi dla każdego klienta sprawami, jakimi są:

- czas wykonania usługi

- jakość wykonania tejże usługi

- cena w stosunku do jakości

Wtedy też, po raz pierwszy, dotarła do mojej głowy pierwsza prawda życiowa:

nie wszystko jest warte tyle, ile ktoś za to żąda.

W moim życiu, kilkanaście lat później, zdarzył się podobny przypadek, z tą tylko różnicą, że sprawa nie dotyczyła mieszkania, a naprawy mojego pierwszego samochodu. Zbierałem na niego każdy zarobiony grosz, kupiłem, jeździłem, aż w końcu przyszedł smutny dzień, gdy trzeba było zaprowadzić go do warsztatu, bo coś zaczęło szwankować. Kolejny fachowiec, pan Marian, podniósł maskę, spojrzał na silnik i zaczął cmokać. Dziwnym trafem skądś już znałem to podejście i zaświeciła mi w głowie czerwona lampka. Rozejrzałem się wokół i widząc kilka rozgrzebanych aut, nie chciałem ryzykować, by moje stanęło na końcu kolejki. Na dodatek mina pana Mariana wskazywała jednoznacznie – tanio nie będzie.

Poprosiłem więc o kilka godzin do namysłu i wróciłem do domu autobusem. Zastanawiałem się całą drogę jak poradzić sobie w tej sytuacji , bo w kieszeni się nie przelewało.

Z domu zadzwoniłem więc do kolegi, który zawsze miał fajne pomysły. Tym razem też miał – polecił mi swojego mechanika. 10 minut konsultacji /i to przez telefon!/ wystarczyło, by podjąć decyzję o rezygnacji z usług pana Mariana. Wtedy też dotarła do mnie inna ważna prawda:

płaci się nie za to, że ktoś uderzy, tylko za to, że wie gdzie uderzyć.

Przez następne kilkanaście lat starałem się więc nauczyć jak najwięcej w różnych dziedzinach, by nie być zmuszonym płacić za wszystko na każdym kroku. Za wszystko oznacza w tym przypadku za niewiedzę i nieznajomość tematu. Szybko zauważyłem, że wiele rzeczy jest bardzo prostych, wystarczy mieć odrobinę chęci i poświęcić chwilkę czasu, by poczytać lub posłuchać. Potem już odrobina odwagi i decyzji by spróbować samemu…

W dzisiejszych czasach niewiele się zmieniło pod tym względem. Ludzie gonią za pieniędzmi starając się zarobić ich jak najwięcej i móc wydać na wymarzone cele. Nie zdają sobie sprawy, że w 95% oddają je komuś bez sensu. Powiem więcej i wprost – ciężko zarobione banknoty wyrzucają w błoto.

Możesz dołączyć do grona amatorów błotnych inwestycji, możesz też zacząć myśleć innymi kategoriami. Nie każę Ci w tym momencie dokonać rewolucji w Twoim podejściu do rzeczywistości, wskazuję tylko, że masz alternatywę. Decyzja oczywiście należy do Ciebie…

Niniejszy blog nie przyniesie Ci z pewnością bogactwa. Pomoże jednak na pewno zachować dużą część funduszy przeznaczonych do wydania na remont, lub wykończenie Twojego mieszkania. Na pewno zdajesz sobie sprawę, że są to poważne koszty. Zastanów się chwilkę jak się czujesz, gdy tylko o tym pomyślisz. Pewnie kiepsko, co?

Być może będziesz musiał zrezygnować na jakiś czas z wymarzonych planów, z wakacji w ciepłych krajach, z zakupu nowego telewizora czy sprzętu AGD, który już sobie upatrzyłeś, coś na pewno będzie musiało poczekać lub szybko nie będzie Twoje….

Dość niemiła perspektywa, prawda?

Odwiedzaj mój blog, a zobaczysz, że przy odrobinie chęci nie musisz wcale z tego rezygnować.

Wszystkie wpisy na blogu są wynikiem mojej własnej praktyki i doświadczeń. Prezentowane techniki i opinie są preferowanym przeze mnie sposobem na wykonanie określonych prac i niekoniecznie muszą się zgadzać z innymi.

Za opisy o produktach lub materiałach nie utrzymuję od producentów czy dystrybutorów żadnej gratyfikacji. Jest to wyłącznie moja prywatna opinia w tym temacie. 

Życzę Ci powodzenia, satysfakcji z wykonanych samodzielnie robót i przede wszystkim dużych oszczędności :)

Jeśli jednak wolisz mimo to skorzystać z moich usług – zapraszam.

Robert Balicki